Indonezja. Ogoh-Ogoh i Nyepi, czyli Nowy Rok w De Klumpu Bali.

0. IMG_9629

Jednym z moich etapów podróży po Indonezji było Bali. Kiedy przyjechać na tą niezwykłą wyspę? Jeśli waszym jedynym celem nie są plaże południa, to w czas balijskich świąt. Jest ich w roku wiele, bardzo wiele. Ja trafiłem na Nowy Rok. W marcu. Miejsce, w którym obchodziłem to dwudniowe święto było strzałem w dziesiątkę! De Klumpu Bali, nowoczesny designerski resort zbudowany w tradycyjnym balijskim stylu usytuowany jest pośród pól ryżowych na granicy malowniczej świątyni i wioski, w której urodził się Putu Winastra, właściciel resortu i pięknego tradycyjnego domu, o którym później.

1 IMG_9751

Mr. Putu Winastra

IMG_8902

Czytaj dalej

Indonezja. Parangtritis. Seafood w Cafe de Paris i klasyka podróży.

1 IMG_3264

Relację z podróży po Indonezji zacznę od końca. Od ostatniego dnia. Ale oddaje on po części charakter mojego podróżowania po tym kraju. Choć bywało i całkiem inaczej. Ale o tym w następnych relacjach.

Ostatni dzień mojego pobytu w Indonezji. Plaża w Parangtritis nad Oceanem Indyjskim. Jawa, niedaleko Jogjakarty. Fajne miejsce, super pomysł na taki dzień. Nic nie zapowiadało wyjątkowych przeżyć.

2 IMG_3217 3 IMG_3106

Czytaj dalej

Syberia 4×4. Zimowy off-road za Krąg Polarny.

Nowa wersja z nieco zmienioną muzą. Mam nadzieję, że YT nie wyłączy znów ścieżki dźwiękowej, tylko dlatego, że promuję muzykę, którą lubię :-)

Rosja. Wyprawa off-roadowa na Syberię. Marzec 2014. Trasa wiodła przez Moskwę, Ural, azjatycką częścią Syberii wzdłuż rzeki Ob., zimnikami aż do Salechardu, jednego z dwóch miast na świecie znajdujących się na Kręgu Polarnym. Próba przebicia się przez Ural Polarny. Bania w bani. I w ogóle cała masa przygód. 47 minut niezłej jazdy i koncert w saunie, czyli bani właśnie. Ale nie tylko…



 

Park Narodowy Jeziora Malawi. Cape Maclear, taniec w wiosce krokodyli.

3a Afryka. Malawi. Jezioro Malawi1. Afryka. Malawi. Jezioro Malawi, Cape Maclear

Malawi. Afryka Centralna. Kilkugodzinna podróż ze stolicy kraju Blantyre w stronę wielkiego, ok. 500 km długości, Jeziora Malawi (dawniej Niasa) przebiegła w typowy dla tej części Afryki sposób. Najpierw jedna zapchana do granic wytrzymałości murzyńska taksówka, czyli sterany życiem i tutejszymi drogami minibus. Potem druga jeszcze pełniejsza, przesiadka do pickupa, który według zapewnień naganiaczy i samego kierowcy jedzie natychmiast do Monkey Bay nad brzegiem jeziora a potem dalej do turystycznej, usytuowanej na malowniczym cyplu południowego krańca jeziora wioski Cape Maclear, mojego celu na kilka najbliższych dni. Rusza od razu, okrąża targowisko w poszukiwaniu klientów i staje na rogatkach mieścinki, by wypełnić pakę tubylcami i towarem. A to trwa i trwa. Jako pierwszy klient miałem zaszczyt siedzieć z moimi plecakami oraz Murzynką z tobołami i dzieckiem w szoferce. Co przy ulewie która nas złapała po drodze nie było bez znaczenia.

3 Afryka. Malawi. Jezioro Malawi, Cape Maclear

Wieczorem docieramy do Monkey Bay, gdzie kierowca stwierdza, że nie ma klientów do Cape Maclear i dalej nie jedzie.

Czytaj dalej

Mt. Mulanje, najwyższa góra Malawi, 3001 m npm.

48. IMG_6629

Podróżując z plecakiem po Afryce dotarłem z północnego Mozambiku, z magicznej wyspy Ilha de Mozambique do Malawi, niewielkiego państwa w środkowej Afryce. Nie bez przeszkód, gdyż z powodu ulewnych deszczów (jest styczeń, czyli lato na tej półkuli i pora deszczowa) zawalił się most kolejowy podmyty przez rzekę i jedyne regularne połączenie pomiędzy oboma krajami w tym rejonie przestało istnieć. Pozostał karkołomny transport murzyńskimi minibusami lub autostop. Wybrałem to drugie. Trafiła się ogromna zdezelowana ciężarówka wioząca setki worków z mąką. Podróż trwała trzy dni, dwie noce spędziłem w szoferce wraz z załogą pojazdu. Kilka razy naprawialiśmy auto, kilka razy wrzucaliśmy na przyczepę zgubiony towar. Potem jeszcze tylko walka o wizę i już zawitałem w pięknym Malawi, w którym tuż przy przejściu granicznym, pośród ogromnych plantacji herbaty przywitała mnie monumentalna, zasnuta chmurami sponad których wyłaniały się ostre szczyty, niezwykła góra Mulanje. „Wyspa na Niebie”, jak nazywają ją tubylcy. Mój pierwszy cel w Malawi.

0. 151010-05 Afryka. Malawi. Mt.Mulanje i przygraniczna mieścinka1. Malawi. Wioska pod Mt. Mulanje IMG_6647

Spod rozwidlenia w mieścinie Mulanje szutrowa droga wiedzie w stronę Likhubula Forestry Office, głównego wejścia w góry a zarazem do Mulanje Mountain Forest Reserve, rezerwatu przyrody utworzonego w roku 1927.

Jedyna jadąca w stronę wioski Likhubula, bardzo licho wyglądająca murzyńska taksówka oczekuje od dłuższego czasu na komplet pasażerów.

Czytaj dalej

Mozambik. Wielką ciężarówą do Malawi.

1. 20101113-44  Afryka. Mozambik, autostopem do Malawi

Po kilkudniowym pobycie w magicznym miejscu Mozambiku jakim jest Ilha de Mocambique postanowiłem przedostać się do małego, przyjaznego państwa Afryki Centralnej – Malawi. Plan miałem prosty, dotrzeć z Ilha do Nampula, wsiąść w pociąg co drugi dzień sunący 11 godzin poprzez góry północnego Mozambiku do Cuamba. Kolejnego dnia przekroczyć granicę i dotrzeć do Blantyre w Malawi. Prosty na pozór. Ulewy pory deszczowej zawaliły most kolejowy i jedyne regularne połączenie w założonym kierunku przestało istnieć. Została uciążliwa podróż murzyńskimi taksówkami kursującymi od miasta do miasteczka lub autostop.

2. 20101113-40  Afryka. Mozambik, autostopem do Malawi

   Na Ilha wsiadam na pakę małej ciężarówki, dobieramy „do pełna” współtowarzyszy podróży i gnamy do odległego o kilkadziesiąt kilometrów skrzyżowania z główną drogą na Nampula.

   W narastającym upale stawiam plecaki w przydrożnym pyle i macham wszystkim nadzwyczaj rzadko przejeżdżającym pojazdom. Po dobrej pół godzinie zatrzymuje się ogromna zakurzono-biała post amerykańska ciężarówka z wielką naczepą zakrytą pomarańczowym brezentem.

Czytaj dalej

Mozambik. Ilha de Mocambique, porysowany brylant.

1. Afryka. Mozambik. Ilha de Mocambique, Zielony Meczet

    Trzydziesty pierwszy grudnia. Wieczór. Jest ciepło i duszno, pot ścieka mi po twarzy, plecach i nogach, koszulka pod plecakiem jest mokra na wylot, ale przyjemność marszu, którego celem jest niezwykłe miejsce na mapie świata pozostaje niezmienna. Mogę złapać stopa, ale chcę dobitnie poczuć atmosferę i magię miejsca. Jestem podniecony wizją spędzenia najbliższych dni w malowniczych resztkach tego, co portugalski imperializm zostawił po sobie w dawnej, niezwykłej stolicy kolonii Portugalii Wschodniej Afryki. W magicznych zaułkach kolonialnej architektury Wyspy Mozambik – Ilha de Mocambique.

2. Afryka. Mozambik. Ilha de Mocambique, uliczki Kamiennego Miasta

3. IMG_6194

Barierkę i budkę kontrolną na końcu wąskiego trzykilometrowego mostu łączącego nabrzeże Mozambiku z wyspą osiągam w pełnych ciemnościach. Oprócz uśmiechniętego i nieco zdziwionego moim przybyciem na piechotę strażnika kontrolującego z rzadka przejeżdżające niewielkie zdezelowane ciężarówki tubylców, które mijają się w zatoczkach mostu dowożąc zaopatrzenie i wywożąc głównie ryby i ludzi, wita mnie kilka chybotliwych lamp ulicznych ginących w mroku wąskich wyboistych uliczek rozchodzących się od placu przy wjeździe na Ilha. Wybieram pierwszą idącą w kierunku północnym, bo ta część wyspy grupuje najwięcej zabytków i potencjalnych miejsc do spania, z którymi może być krucho z uwagi na zbliżający się Nowy Rok. Potwierdzały to moje wcześniejsze telefony do kilku tańszych miejsc. Zajęte. Ale od czego jest mój wrodzony optymizm.

Czytaj dalej

Mozambik. Przekraczając rzekę Zambezi

   Rzeka Zambezi, magiczna dzika nieuregulowana wielka woda nad którą nie przewieszono mostu na drodze łączącej południe z północą kraju, granica za którą zaczyna się inny Mozambik, inna Afryka. Aby wędrować dalej musiałem ją pokonać. Nie poddała się bez walki.

   Autobus z Vilankulo do Beiry startuje o 4.30 rano. Na miejscu odjazdu muszę być najpóźniej o 4.00 by mieć szansę załapać się na wolne miejsce. Jeśli nie, następny jutro. Zajmuję jedno z ostatnich wolnych miejsc i punktualnie (!) ruszamy. Cena 350 Meticais (35 złotych). Jazda przez tą część Mozambiku to niewyobrażalna nuda.

Czytaj dalej