Rytualna rzeź bawołów. Pogrzeb w Toraja. Sulawesi, Indonezja. (Uwaga, drastyczne zdjęcia, tylko dla dorosłych)

46. IMG_7110

Toraja (Toradża) to niezwykły lud pochodzący spod Tybetu, zamieszkujący od wieków górzyste rejony wyspy Sulawesi (Celebes) w Indonezji. Dzisiaj w większości są Protestantami, niewielki odłam to Muzułmanie, ale ich dzisiejsze wierzenia i rytuały wywodzą się z wierzeń animistycznych, ciągle obecnych na wyspie. Takim jest wielodniowy pogrzeb, którego najbardziej dramatycznym momentem jest dzień rytualnego poświęcenia dziesiątków bawołów przyprowadzonych na tymczasowy plac, gdzie odbywa się ceremonia pogrzebowa. Bawołów, których wartość najdroższych osobników sięga niekiedy ceny samochodu.

Fenomen i magia obrzędów pogrzebowych rozpoczyna się już tygodnie czy nawet miesiące wcześniej. W dniu śmierci członka wielkiej rodziny Toraja. Zmarły miesiącami „mieszka” ze swoimi bliskimi oczekując na pochówek. Traktowany jest jako „chory” lub „śpiący”. Rodzina rozmawia z nim, dzieli się posiłkami czy częstuje ulubionym papierosem. Tymczasem trwają ustalenia co do daty pochówku, gdyż wszyscy członkowie rodziny mają obowiązek stawić się na uroczystość. Bez względu na to, czy mieszkają w Tana Totaja (Kraju Toraja),  Australii czy Europie. Nie bez znaczenia są również uzgodnienia finansowe i organizacyjne. Impreza na kilkaset osób z koniecznością zbudowania tymczasowej wioski (lub jej części), ofiarami ze świń i byków, to bardzo trudne logistycznie i finansowo przedsięwzięcie.

Miałem niezwykłe szczęście trafić na olbrzymią ceremonię podczas pory deszczowej (większość dużych pogrzebów odbywa się w porze suchej) a co więcej, moim przewodnikiem po Tana Toraja był Jojo, urodzony w sercu rejonu, w Rantepao. Jego opowieści i kontakty w tym miejscu były bezcenne. Otwierały się przede mną drzwi, które na co dzień i dla obcych są zamknięte. Uczestniczyliśmy w lokalnych wydarzeniach, które ocierają się o prawo. Spotkałem wielu niezwykłych, przyjaznych ludzi. Dzięki, Bayu. Dzięki, Jojo.

Jerzy Pawleta

Tana Toraja, Indonezja

1. IMG_7389

Czytaj dalej

Raj w raju, czyli Kadidiri Paradise na wyspach Togean. Sulawesi, Indonezja. Cz.1

1. IMG_8807

Część 1. Kadidiri Paradise.

Niewielki resort Kadidiri Paradise z kilkunastoma drewnianymi bungalowami i budynkiem, który był restauracją, barem i recepcją w jednym, wychodzącymi na piękną plażę z małym molo, był moim domem podczas pobytu na jednej z wysepek niewielkiego archipelagu Togean zagubionego pośrodku zatoki Tomini morza Moluckiego. Wysepki Kadidiri, oczywiście. A wszystko miało miejsce w Indonezji na, czy raczej w obrębie, Sulawesi. Dawniej Celebes. Też wyspy.

2. IMG_8942

Czytaj dalej

Indonezja. Ogoh-Ogoh i Nyepi, czyli Nowy Rok w De Klumpu Bali.

0. IMG_9629

Jednym z moich etapów podróży po Indonezji było Bali. Kiedy przyjechać na tą niezwykłą wyspę? Jeśli waszym jedynym celem nie są plaże południa, to w czas balijskich świąt. Jest ich w roku wiele, bardzo wiele. Ja trafiłem na Nowy Rok. W marcu. Miejsce, w którym obchodziłem to dwudniowe święto było strzałem w dziesiątkę! De Klumpu Bali, nowoczesny designerski resort zbudowany w tradycyjnym balijskim stylu usytuowany jest pośród pól ryżowych na granicy malowniczej świątyni i wioski, w której urodził się Putu Winastra, właściciel resortu i pięknego tradycyjnego domu, o którym później.

1 IMG_9751

Mr. Putu Winastra

IMG_8902

Czytaj dalej

Indonezja. Parangtritis. Seafood w Cafe de Paris i klasyka podróży.

1 IMG_3264

Relację z podróży po Indonezji zacznę od końca. Od ostatniego dnia. Ale oddaje on po części charakter mojego podróżowania po tym kraju. Choć bywało i całkiem inaczej. Ale o tym w następnych relacjach.

Ostatni dzień mojego pobytu w Indonezji. Plaża w Parangtritis nad Oceanem Indyjskim. Jawa, niedaleko Jogjakarty. Fajne miejsce, super pomysł na taki dzień. Nic nie zapowiadało wyjątkowych przeżyć.

2 IMG_3217 3 IMG_3106

Czytaj dalej

Syberia 4×4. Zimowy off-road za Krąg Polarny.

Nowa wersja z nieco zmienioną muzą. Mam nadzieję, że YT nie wyłączy znów ścieżki dźwiękowej, tylko dlatego, że promuję muzykę, którą lubię :-)

Rosja. Wyprawa off-roadowa na Syberię. Marzec 2014. Trasa wiodła przez Moskwę, Ural, azjatycką częścią Syberii wzdłuż rzeki Ob., zimnikami aż do Salechardu, jednego z dwóch miast na świecie znajdujących się na Kręgu Polarnym. Próba przebicia się przez Ural Polarny. Bania w bani. I w ogóle cała masa przygód. 47 minut niezłej jazdy i koncert w saunie, czyli bani właśnie. Ale nie tylko…



 

Park Narodowy Jeziora Malawi. Cape Maclear, taniec w wiosce krokodyli.

3a Afryka. Malawi. Jezioro Malawi1. Afryka. Malawi. Jezioro Malawi, Cape Maclear

Malawi. Afryka Centralna. Kilkugodzinna podróż ze stolicy kraju Blantyre w stronę wielkiego, ok. 500 km długości, Jeziora Malawi (dawniej Niasa) przebiegła w typowy dla tej części Afryki sposób. Najpierw jedna zapchana do granic wytrzymałości murzyńska taksówka, czyli sterany życiem i tutejszymi drogami minibus. Potem druga jeszcze pełniejsza, przesiadka do pickupa, który według zapewnień naganiaczy i samego kierowcy jedzie natychmiast do Monkey Bay nad brzegiem jeziora a potem dalej do turystycznej, usytuowanej na malowniczym cyplu południowego krańca jeziora wioski Cape Maclear, mojego celu na kilka najbliższych dni. Rusza od razu, okrąża targowisko w poszukiwaniu klientów i staje na rogatkach mieścinki, by wypełnić pakę tubylcami i towarem. A to trwa i trwa. Jako pierwszy klient miałem zaszczyt siedzieć z moimi plecakami oraz Murzynką z tobołami i dzieckiem w szoferce. Co przy ulewie która nas złapała po drodze nie było bez znaczenia.

3 Afryka. Malawi. Jezioro Malawi, Cape Maclear

Wieczorem docieramy do Monkey Bay, gdzie kierowca stwierdza, że nie ma klientów do Cape Maclear i dalej nie jedzie.

Czytaj dalej

Mt. Mulanje, najwyższa góra Malawi, 3001 m npm.

48. IMG_6629

Podróżując z plecakiem po Afryce dotarłem z północnego Mozambiku, z magicznej wyspy Ilha de Mozambique do Malawi, niewielkiego państwa w środkowej Afryce. Nie bez przeszkód, gdyż z powodu ulewnych deszczów (jest styczeń, czyli lato na tej półkuli i pora deszczowa) zawalił się most kolejowy podmyty przez rzekę i jedyne regularne połączenie pomiędzy oboma krajami w tym rejonie przestało istnieć. Pozostał karkołomny transport murzyńskimi minibusami lub autostop. Wybrałem to drugie. Trafiła się ogromna zdezelowana ciężarówka wioząca setki worków z mąką. Podróż trwała trzy dni, dwie noce spędziłem w szoferce wraz z załogą pojazdu. Kilka razy naprawialiśmy auto, kilka razy wrzucaliśmy na przyczepę zgubiony towar. Potem jeszcze tylko walka o wizę i już zawitałem w pięknym Malawi, w którym tuż przy przejściu granicznym, pośród ogromnych plantacji herbaty przywitała mnie monumentalna, zasnuta chmurami sponad których wyłaniały się ostre szczyty, niezwykła góra Mulanje. „Wyspa na Niebie”, jak nazywają ją tubylcy. Mój pierwszy cel w Malawi.

0. 151010-05 Afryka. Malawi. Mt.Mulanje i przygraniczna mieścinka1. Malawi. Wioska pod Mt. Mulanje IMG_6647

Spod rozwidlenia w mieścinie Mulanje szutrowa droga wiedzie w stronę Likhubula Forestry Office, głównego wejścia w góry a zarazem do Mulanje Mountain Forest Reserve, rezerwatu przyrody utworzonego w roku 1927.

Jedyna jadąca w stronę wioski Likhubula, bardzo licho wyglądająca murzyńska taksówka oczekuje od dłuższego czasu na komplet pasażerów.

Czytaj dalej

Mozambik. Wielką ciężarówą do Malawi.

1. 20101113-44  Afryka. Mozambik, autostopem do Malawi

Po kilkudniowym pobycie w magicznym miejscu Mozambiku jakim jest Ilha de Mocambique postanowiłem przedostać się do małego, przyjaznego państwa Afryki Centralnej – Malawi. Plan miałem prosty, dotrzeć z Ilha do Nampula, wsiąść w pociąg co drugi dzień sunący 11 godzin poprzez góry północnego Mozambiku do Cuamba. Kolejnego dnia przekroczyć granicę i dotrzeć do Blantyre w Malawi. Prosty na pozór. Ulewy pory deszczowej zawaliły most kolejowy i jedyne regularne połączenie w założonym kierunku przestało istnieć. Została uciążliwa podróż murzyńskimi taksówkami kursującymi od miasta do miasteczka lub autostop.

2. 20101113-40  Afryka. Mozambik, autostopem do Malawi

   Na Ilha wsiadam na pakę małej ciężarówki, dobieramy „do pełna” współtowarzyszy podróży i gnamy do odległego o kilkadziesiąt kilometrów skrzyżowania z główną drogą na Nampula.

   W narastającym upale stawiam plecaki w przydrożnym pyle i macham wszystkim nadzwyczaj rzadko przejeżdżającym pojazdom. Po dobrej pół godzinie zatrzymuje się ogromna zakurzono-biała post amerykańska ciężarówka z wielką naczepą zakrytą pomarańczowym brezentem.

Czytaj dalej