Suazi. Incwala, święto pilnie strzeżone.

„Wyciągnąłem małą kamerę i udaję, że dalej robię zdjęcia. Nakręciłem może 15 sekund. Coś szarpnęło mnie za ramię i wyciągnęło z szeregu. Była to wielka łapa ochroniarza. Gdy spojrzałem w jego oczy, wiedziałem, że mam problem.”

Suazi. Mbabane. Święto Incwala, ministrowie.

Poranek zajmuje nam próba załatwienia formalnej przepustki dla mnie na wjazd na teren wojskowy, na którym odbywa się próba generalna przed świętem Incwala, świętem powitania Nowego Roku.

   Jest to jedna z największych i najbardziej fascynujących uroczystości w Afryce znana jako „Święto Świeżych Owoców”. Odbywa się, w zależności od położenia księżyca względem słońca, w grudniu lub styczniu każdego roku. Incwala to tańce, śpiewy i modły o błogosławieństwo przodków, uświęcenie królestwa, dobre zbiory podczas żniw w wykonaniu tradycyjnie ubranych tancerzy, wśród których są najważniejsze osoby państwa, w tym wszyscy ministrowie, żony i najważniejsza osoba – Królowa Matka panującego króla Mswati III. Tańczą podczas święta tłumy półnagich kobiet i dziewcząt Suazi mających nadzieję na przychylne spojrzenie króla i szansę zostania jedną z jego małżonek.

   Możliwość wykonywania zdjęć jest ograniczona, filmować może jedynie ekipa filmowa panującego króla. A ja chciałem i jedno i drugie.

  Czytaj dalej

Suazi. Sibebe Rock, największa granitowa góra Afryki – film

Kolejny film z Suazi.
Zdobywamy Sibebe Rock. Góra jest po prostu imponująca! Jest to drugi co do wielkości, po australijskim Ayers Rock, granitowy głaz na ziemi. A jego wystająca ponad ziemię część jest nawet większa od australijskiej! Ale najpierw zajrzymy do Mbabane, stolicy kraju, i pobuszujemy po tamtejszym targowisku. Uwaga! Spotkamy również czarnoskórych karateków.

Link do filmu: 

  

Suazi. Sibebe Rock, 1488 m npm, największa granitowa góra Afryki.

Zgodnie z umową Joshua i Gillian wpadają  po mnie do Grifters Lodge w Mbabane, gdzie spędziłem kolejną noc. Tyle, że „african time”, czyli afrykańskiego czasu. Spóźnieni o niemal godzinę. Szalona przewodniczka jak zwykle wita mnie mnóstwem słów z których potoku wyłapuję, że nie ma dziś czasu się mną zająć i obowiązki gospodarza przejmuje Joshua. OK., OK. – damy radę. Paląc nieustająco skręta za skrętem podrzuca nas na dworzec autobusowy w Mbabane, zasypując lawiną informacji jak mamy dojechać, gdzie iść, co zobaczyć, czym jest Sibebe, kto nas odbierze, gdzie zaprowadzi, jak wrócić. No i jutro oczywiście się spotykamy, bo jest generalna próba przed świętem Incwala i koniecznie muszę to zobaczyć! Przez półgodziny jazdy zdołałem trzykrotnie powiedzieć - yes.

   Wsiadamy we wskazany autobus, który zresztą Joshua doskonale znał, i najpierw obskurnymi przedmieściami Mbabane a potem malowniczą drogą Pine Valley  (Doliną Sosen) nad rzeką Mbuluzi docieramy do podnóża Sibebe Rock. Skała jest po prostu imponująca! Jest to drugi co do wielkości, po australijskim Uluru (Ayers Rock), granitowy głaz na ziemi. A jego wystająca ponad ziemię część jest nawet większa od australijskiej!

Czytaj dalej

Suazi. Piggs Peak. Wielkie zaręczyny w małej wiosce.

Gillian poznałem na granicy z RPA, gdy stałem wieczorem przed zdewastowanym szlabanem za którym rozpościerał się kraj o którym nie miałem zielonego pojęcia. Suazi. Wiedziałem jedynie, że to monarchia absolutna i rządzi tu twardą ręką rodzina królewska. Tyle. Kraj poznałem dzięki czarnej, szalonej kobiecie.

 

   Po całym dniu jazdy minibus podrzucił mnie pod granicę i zostawił. Ruch już niewielki. Zainteresował się mną pogranicznik z Suazi: - Dokąd jedziesz? – rzucił. – Do stolicy, do Mbabane – odpowiedziałem. – O tej porze będziesz miał kłopot. Pomogę ci – i machnął w stronę nadjeżdżającego pojazdu. Ten karnie się zatrzymał. – Zabierzesz tego gościa – rozkazał kierowcy i wrzucił moje plecaki na tylne siedzenie. Ten tylko kiwnął głową i poszedł na posterunek graniczny załatwiać formalności.

   W tym samym momencie pod granicę podjechał rozpadający się wehikuł bliżej nieokreślonej marki. Wyskoczyła z niego po europejsku ubrana czarna kobieta około czterdziestki z niebywale rozwichrzoną fryzurą i zasypała celnika i okolicę lawiną słów i gromkim śmiechem. Jej ciemne jak zbliżająca się noc oczy rzucały bystre spojrzenia na wszystkie strony. Celnik podszedł do mnie – Zmiana planów. Pojedziesz z lady. Będziesz miał lepiej - Nie pytałem czemu.

Czytaj dalej