Kreta, turystyczna północ pełna magicznych zakamarków. Na początek małe Stalos i wielka Chania.

Port w Iraklionie

Wsiadamy w miejski autobus. Ten po kilkuset metrach nieoczekiwanie zmienia trasę i skręca na normalną miejską stację benzynową. Ku uciesze pasażerów i  zaskoczeniu pracowników stacji, którzy również kwitują to zdarzenie uśmiechem, tankuje paliwo do autobusu!

Zachodnia część wyspy, gdzie założyliśmy swoją bazę, uważana jest przez wielu za najciekawszą. My zamieszkaliśmy w jej północnej części,  gdzie (patrząc na całość północy) dominuje turystyka i wielkie, jak na Kretę, miasta (średnio ciekawa stolica Iraklion, piękna Chania czy Rethimnon – te zwiedziliśmy). Tutaj też znajdziecie Knosos, największą pozostałość kultury minojskiej, czyli rozległe ruiny pałacu pochodzącego z 2000–1400 p.n.e. zwanego labiryntem kreteńskim. Oraz wiele piaszczystych, piaszczysto-kamiennych, często bardzo malowniczych plaż, jak chociażby ta w Balos.

Malowidła w pałacu Knosos

Kąpiel o zachodzie słońca w Kato Stalos Czytaj dalej

Kreta. Kato Stalos – ceny, czyli koniec marzeń o tanich wakacjach

Knajpka na plaży w Sougia, Kreta południowa

Na początek trochę malkontenctwa, gdyż co nieco zaskoczył nas poziom cen w Kato Stalos. Na szczęście wynajęliśmy samochód i za górami, na południu, było już znacznie lepiej. Piwo w knajpie kosztuje tam 2,50 do 3,0 € a nie 3,5 – 4,50 jak w Kato. Podobnie ma się z innymi cenami. Południe generalnie jest piękne. I te góry! Ale o południu Krety przy następnej okazji. Na razie, dla porządku, ceny w Kato Stalos.

Czytaj dalej

Kreta. Start, czyli lecimy tylko z podręcznym.

Plaża w Kato Stalos wczesnym rankiem

Lecimy na Kretę, na ostatnie dni wakacji! Dlaczego akurat Kreta?

Założenia były proste:

  • Po pierwsze – tanio
  • Po drugie – ciepła woda i słońce dostępne na dowód osobisty
  • Po trzecie – przyjazne dla dziecka
  • Po czwarte – fajne miejsce, gdzie jeszcze nie byliśmy
  • Po piąte – tania baza blisko morza z basenem i aneksem kuchennym
  • Po szóste – tani przelot
  • Po siódme – dużo do zwiedzania i oglądania
  • Po ósme – OK, OK… starczy! może jeszcze tylko to, że w pierwszej kolejności miała być Grecja, bo jakoś tak chciało nam się do Grecji…

Jak udało się zrealizować założenia i co znaleźliśmy – opowiem w kilku odcinkach.

Part I. Start, czyli lecimy tylko z podręcznym.

Szukając ciekawej bazy zaczęliśmy od razu od destynacji w Grecji najdalszej, czyli wyspy Kreta. Jak szaleć to szaleć. Szybko znalazł się (zarekomendowany zresztą przez znajomych) hotelik Aniko w turystycznej mieścinie Kato Stalos koło Chani (Kreta zachodnio-północna). Za 330 Euro na 11 nocy (trzy osoby) otrzymaliśmy apartament z aneksem kuchennym, małym basenem, morzem w odległości ok. 50 metrów (po drugiej stronie ulicy) i nadzwyczaj sympatyczną gospodynią mówiącą po angielsku dwa słowa, ale serwującą z szerokim uśmiechem domowe ciasto, jakieś swoje wypieki z ciasta francuskiego faszerowane kozim serem, owoce czy napoje dla Małej.

Najtańszym przewoźnikiem końcem sierpnia okazał się Ryanair (z Wrocławia). 2.000 złotych za trzy osoby w obie strony. Czyli 333, 33 zeta na osobę w jedną stronę. Ani dużo, ani mało. Aby uniknąć dalszych kosztów ograniczamy się wyłącznie do bagażu podręcznego. Czyli po jednym małym plecaku na osobę (do 10 kg). Na Syberię nie lecimy, więc ciuchów nie bierzemy niemal wcale. Tyle ile na siebie i na jedną letnią zmianę. Plus stroje kąpielowe. Dla dziewczyn po jednej wyjściowej sukience ekstra -  wieczorem na pewno  pójdziemy „na miasto” :-)

Czytaj dalej