Indonezja. Parangtritis. Seafood w Cafe de Paris i klasyka podróży.

1 IMG_3264

Relację z podróży po Indonezji zacznę od końca. Od ostatniego dnia. Ale oddaje on po części charakter mojego podróżowania po tym kraju. Choć bywało i całkiem inaczej. Ale o tym w następnych relacjach.

Ostatni dzień mojego pobytu w Indonezji. Plaża w Parangtritis nad Oceanem Indyjskim. Jawa, niedaleko Jogjakarty. Fajne miejsce, super pomysł na taki dzień. Nic nie zapowiadało wyjątkowych przeżyć.

2 IMG_3217 3 IMG_3106

4 GOPR0989 5 IMG_3255

Po kąpieli w oceanie trzeba było coś zjeść. I tu trafiła się ekskluzywna Cafe de Paris. Seafood w wiosce rybackiej. Nazwa jak ulał pasuje do miejsca :-) A jedzenie – genialne i świeżutkie!!! Takich krewetek, w takim sosie, dawno nie jadłem. Przedtem trzeba było się spłukać ze słonej wody mineralną z butelki, gdyż „łazienka” nie zachęcała.

6 IMG_3268 7 IMG_3278 8 IMG_3275 9 IMG_3280 10 IMG_3289

Pogoda się nagle załamała, nadeszła burza z gatunku tych, co lubię. Woda jak z wiadra i błyskawice dookoła głowy. Super! Co  na początku zupełnie nie przeszkadzało surferom. Ale trochę przeszkadzało kierowcy autobusu. Zalało mu pojazd i powiedział, że do Jogdży nie wraca. A był to ostatni autobus. W nocy miałem pociąg do Jakarty a tam samolot do kraju. Musiałem wrócić. Nie mogłem skorzystać z oferty noclegu u kolegi kierowcy.

11 IMG_3297 12 IMG_3303 13 IMG_3323 14 IMG_3342 15 IMG_3343

Po długich negocjacjach wynająłem cały autobus. Tak, ten zalany. Wybrał kubkiem wodę z deski rozdzielczej i za chwilę ruszyliśmy. Autobus, kierowca i ja. Cena za „czarter”, jak to określił kierowca, stanęła na 100.000 rupii. Trzydzieści parę złotych za dwadzieścia kilka kilometrów – całkiem nieźle. Tyle, że cholernie wiało. Ale na pociąg zdążyłem :-)

jp, Indonezja 2016

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.