Ostatni sułtan Zanzibaru.

161010-69 Afryka. Zanzibar, Stone Town, Ostatni Sułtan Zanzibaru  „Tak, to ja – ostatni sułtan Zanzibaru! Chodź tu mzungu, zbliż się ze swoją kamerą!” – wykrzykuje do mnie niezwykły jegomość siedzący w cieniu pod murem pałacu sułtańskiego House of Wonders. Przeorana życiem, okolona ciemną brodą ogorzała twarz, którą oprócz blizny na złamanym nosie zdobią kolorowe ćwieki zwraca się w moją stronę. Bystre zawadiackie oczy spoglądają na mnie spod kędzierzawych włosów ogarniętych fantazyjnym czarnym turbanem. 

161010-71 Afryka. Zanzibar, Stone Town, Ostatni Sułtan Zanzibaru

I dalej woła niby przed siebie, ale w stronę odzianego w afrykańskie, europejskie czy arabskie stroje przechodzącego tłumu, w stronę czarnych handlarzy proponujących na rozłożonych na ulicy kocach masajskie koraliki, przyprawy Zanzibaru, świeże ryby czy afrykańskie rękodzieło, w stronę naganiaczy oferujących tani prom do Dar es Salaam: „Darmozjady, nicponie i grzesznicy, to przemawiam do was Ja, Ostatni Sułtan Zanzibaru!”. Gestem nie znoszącym sprzeciwu nie pozwala mi odejść, widząc kątem oka moją próbę rejterady. Nie wywinę się. Podchodzę do niezwykłego dżentelmena nadrabiając nieco miną. Na mój nieśmiały uśmiech odpowiada uśmiechem od ucha do ucha. Zaczynamy rozmawiać, bardziej o mnie niż o nim. W końcu pytam, czy mogę zrobić mu zdjęcie. „Przecież już zrobiłeś, ale jeśli chcesz więcej, nie ma sprawy”. To przytyk do mojego wcześniejszego ukradkowego zdjęcia. Robi groźną minę do aparatu po czym natychmiast parska gromkim śmiechem. „Sesja” trwa chwilę, zupełnie rozładowując atmosferę pomiędzy nami. „No to jeszcze dwa słowa do kamery, OK.?”. I tym razem nie ma sprzeciwu. Po krótkim monologu wykrzykuje w stronę zainteresowanych gapiów, a jednocześnie do kamery swoje: ”To Ja, Ostatni Sułtan Zanzibaru!”. I łypie na mnie przekrwionymi oczami uśmiechając się porozumiewawczo.

Zaprasza do siebie. Idziemy szybko wąskimi uliczkami Kamiennego Miasta. „Z drogi! To Ja, Ostatni Sułtan Zanzibaru! Prowadzę do siebie białego gościa! Z drogi!” – odbija się echem od jasnych zabytkowych kamienic ozdobionych orientalnymi balkonami czy drewnianymi okiennicami, leci w stronę wyrastających wysoko nad głowami wieżyczek minaretów, zahacza o maleńkie sklepiki i kafejki wciśnięte w zakamarki Stone Town.

161010-66 Afryka. Zanzibar, Stone Town, drzwi161010-67 Afryka. Zanzibar, Stone Town, drzwi

161010-87 Afryka. Zanzibar, Stone Town, zaułki

161010-84 Afryka. Zanzibar, Stone Town, skuter i kobieta w chuście

161010-89 Afryka. Zanzibar, Stone Town, zaułki

161010-94 Afryka. Zanzibar, Stone Town, zaułki161010-95 Afryka. Zanzibar, Stone Town, zaułki

Wprowadza mnie do nieoświetlonej ogromnej sieni potężnego drewnianego domu. Niemal przebiegamy jego korytarzami. Otwiera ozdobne dwuskrzydłowe drzwi. Razem ze światłem wpada na mnie zapach gotowanej orientalnej strawy, kurzu i niemytych dziecięcych ciał. W środku bliżej nieokreślonego bałaganu siedzi kobieta z czwórką dzieci w trudnym do określenia w ciągu dwóch sekund wieku. Bierze coś od, zapewne, żony i pociąga mnie za sobą z powrotem w czerń holu. Po trzeszczących drewnianych schodach wspinamy się na piętro. „Zapraszam do mojego pałacu, tutaj też więziono w podziemiach niewolników”.

Skonstruowane z drewnianych ażurowych ścian poprzecinanych pokaźnymi otworami okiennymi pomieszczenie, będące jakby zadaszonym balkonem, zajmuje niemal całe piętro pokaźnego domu. Leżący na podłodze bez mała pustego pokoju pył pamięta zapewnie czasy, gdy Zanzibar był jeszcze sułtanatem. Z rozpadającej się szafki wyciąga stertę gazet i kolorowych magazynów. Kilka z nich zawiera artykuły z jego podobiznami. Nie pozwala mi zbyt długo się im przyglądać. Wkłada czerwoną narciarską rękawicę (skąd się tu wzięła???) na jedną dłoń, w drugą bierze papierosa i pozuje do kilku zdjęć. Błyskawiczna sesja kończy się prośbą – stwierdzeniem „OK., śpieszę się, daj mi stówkę. Obojętnie czego. I muszę lecieć”. W domyśle dolarów, euro czy funtów. Wiedziałem, że tak się to skończy, ale nie takiej stawki się spodziewałem. Mówię mu, że mam dziesięć dolarów w kieszeni. Co zresztą akurat było prawdą. I patrzę w jego oczy. Zero rozczarowania. Bez skrupułów bierze banknot.

161010-70 Afryka. Zanzibar, Stone Town, Ostatni Sułtan Zanzibaru

A ja, już sam, wracam pod miejsce, które przed niecodziennym spotkaniem chciałem zwiedzić. Czyli znów pod XIX-wieczny House of Wonders, pałac prawdziwych sułtanów, budynek w którym po raz pierwszy na wyspie zainstalowano elektryczność i windę elektryczną, nic więc dziwnego, że tubylcy nazwali go Beit el Ajaib, Dom Cudów. Skusił mnie niezwykły, pełen orientalnych dekoracji i ogromnych balkonów obiekt jak i informacja o wernisażu wystawy prezentującej malarskie wzornictwo dla tatuażu henną. Rzecz zupełnie niecodzienna i dla mnie absolutnie egzotyczna.

Ale o tym już w następnej opowieści o Zanzibarze,

Jurek

161010-81 Afryka. Zanzibar, pałac sułtański

Sułtański pałac

2 Komentarze

  1. Lol. naciagacz pewnie jakich wielu. Z cyganakami mi sie skojrzaylo, one tez potrafia wyciagac pieniadze tak ze czlowiek potem stoi pelen podziwu bez stowki w kieszeni.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.