Suazi. Incwala, święto pilnie strzeżone.

„Wyciągnąłem małą kamerę i udaję, że dalej robię zdjęcia. Nakręciłem może 15 sekund. Coś szarpnęło mnie za ramię i wyciągnęło z szeregu. Była to wielka łapa ochroniarza. Gdy spojrzałem w jego oczy, wiedziałem, że mam problem.”

Suazi. Mbabane. Święto Incwala, ministrowie.

Poranek zajmuje nam próba załatwienia formalnej przepustki dla mnie na wjazd na teren wojskowy, na którym odbywa się próba generalna przed świętem Incwala, świętem powitania Nowego Roku.

   Jest to jedna z największych i najbardziej fascynujących uroczystości w Afryce znana jako „Święto Świeżych Owoców”. Odbywa się, w zależności od położenia księżyca względem słońca, w grudniu lub styczniu każdego roku. Incwala to tańce, śpiewy i modły o błogosławieństwo przodków, uświęcenie królestwa, dobre zbiory podczas żniw w wykonaniu tradycyjnie ubranych tancerzy, wśród których są najważniejsze osoby państwa, w tym wszyscy ministrowie, żony i najważniejsza osoba – Królowa Matka panującego króla Mswati III. Tańczą podczas święta tłumy półnagich kobiet i dziewcząt Suazi mających nadzieję na przychylne spojrzenie króla i szansę zostania jedną z jego małżonek.

   Możliwość wykonywania zdjęć jest ograniczona, filmować może jedynie ekipa filmowa panującego króla. A ja chciałem i jedno i drugie.

 

   Po południu podjeżdżamy z Gillian pod bramę, której strzegą uzbrojeni po zęby komandosi. My uzbrojeni jesteśmy jedynie w ustne oświadczenie wysokiego rangą urzędnika, że mogę uczestniczyć w ceremonii i fotografować. Nawet nie przypuszczałem, jak dosłowne było określenie „uczestniczyć”. Jeszcze zanim zbliżyliśmy się do bramy Gillian na swoje „cywilne” spodnie i bluzkę zarzuciła tradycyjny strój kobiet Suazi, bo przecież wjeżdżamy na teren siedziby królewskiej, bastionu tradycji i każdy inny strój niż zwyczajowy był niemile widziany i mógł spowodować odprawienie nas z kwitkiem. Swoim perfum wyciągniętym z najdalszego zakamarka przepastnej torby obsikała siebie i całe wnętrze samochodu, by choć na chwilę zabić zapach palonego zielska.

   Po kolejnej bramie i dyskusji, czy mogę wjechać czy nie, stajemy tuż przed placem usytuowanym pomiędzy pałacem królewskim schowanym za płotami, drzewami i szpalerem żołnierzy a tymczasową wioską Królowej-Matki. Nad wysokim ogrodzeniem wykonanym z jakichś długaśnych krzewów czy patyków powiewa dumnie flaga ze słoniem. Oznacza to, że Królowa Matka jest u siebie. Jeśli nad pałacem powiewa flaga z lwem – Król jest w pałacu. Oczywiście flag nie wolno fotografować, nie mówiąc o pałacu czy wiosce.

Pałac Króla

Wioska Królowej i flaga

Zostaję o tym natychmiast poinstruowany przez jednego z „cywilnych” ochroniarzy. Mogę robić zdjęcia jedynie podczas próby. I to nie ot tak stojąc sobie i pstrykając, ale uczestnicząc w tańcu!

Suazi. Mbabane. Święto Incwala, wioska Królowej Matki.

Świta Królowej Matki

Świta i Królowa Matka

   Wciśnięty zostaję do szeregu półnagich wojowników z bambusowymi dzidami i poinstruowany, że muszę nadążać za nimi. Zamiast dzidy mam statyw aparatu. Kiwając się w rytm tańca co chwilę robię zdjęcie, bo wiem, że wiele z nich będzie nieostrych.

A jest komu. W pierwszym rzędzie, niemal na wyciągnięcie ręki, brzuchatymi wojownikami odzianymi w cętkowane tuniki wykonane ze skóry pantery, futrzane girlandy na szyi i włosie z ogonów czy grzyw antylop są ministrowie rządu oraz wodzowie, naczelnicy poszczególnych regionów Suazi. Jest wśród nich nawet, ubrany (czy rozebrany) jak wszyscy wokół, następca tronu, książę Lindani. Wyróżniają go jedynie czerwone piórka wpięte w kędzierzawe włosy. Po chwili pojawia się i Królowa Matka otoczona kilkoma żonami króla i dworską żeńską świtą. Tworząc szpaler naprzeciwko nas kobiety tańczą kołysząc rytmicznie biodrami. Pomiędzy nas wchodzi jedyna ekipa, która ma prawo kręcenia filmu – oficerowie wojskowi. Też oczywiście półnadzy.

Suazi. Mbabane. Święto Incwala, Prince Lindani.

Suazi. Mbabane. Święto Incwala, dowódca regimentu.

   Nie wytrzymałem. Ciągle tańcząc i wymachując statywem sięgnąłem ręką do plecaka, który miałem na sobie. Wyciągnąłem małą kamerę i udaję, że dalej robię zdjęcia. Nakręciłem może 15 sekund. Coś szarpnęło mnie za ramię i wyciągnęło z szeregu. Była to wielka łapa ochroniarza. Gdy spojrzałem w jego oczy, wiedziałem, że mam problem.

   Kazał mi odtworzyć w na monitorku kamery nagrany materiał. Jakimś cudem nie było na nim księcia. Nie dotarłem z ujęciem również do Królowej. Pałacu też nie było widać. Ulżyło nam obu. Pokiwał groźnie palcem, kazał schować kamerę do plecaka i oświadczył, że jeżeli zrobię choć jeszcze jedno ujęcie kamerą lub zdjęcie pałacu czy wioski skonfiskują mi cały materiał. Uff, myślałem, że będzie gorzej. Ale do końca występów byłem już grzeczny.

Suazi. Mbabane. Święto Incwala, kamerzysta króla.

   Gillian, jak zwykle strasznie zajęta, ulotniła się wcześniej, zostawiając mnie na pastwę żołnierzy. Ale ci okazali się nadzwyczaj uczynni i zaproponowali wsadzenie mnie do auta jednego z ministrów. Jakie było moje zaskoczenie, gdy do wielkiego błyszczącego landcuisera wsiadłem w towarzystwie Pana Ministra odzianego i prowadzącego w stronę miasta swój piękny nowoczesny samochód w stroju wojownika Suazi. Półnagi brzuchaty minister tylko szczerzył białe zęby w uśmiechu widząc moje zdziwienie.

    I tak skończył się mój krótki, ale niezwykle intensywny i interesujący pobyt w maleńkim Suazi, miejscu na świecie, o którym nie miałem wcześniej najmniejszego wyobrażenia. Teraz wiem, że ze spokojem mogę zaprosić tu każdego. Atrakcji nie zabraknie, a przecież nie odwiedziłem miejsc takich jak Mkhaya Game Reserve z czarnymi nosorożcami, Usutu River – rzeki słynnej z raftingu czy Mlilwane, prywatnego parku pełnego dzikiej afrykańskiej zwierzyny.

   Ale spotkanie z Gillian, zakończone wspaniałym obiadem w pięknej knajpce eDladleni Restaurant koło Mbabane serwującej narodowe dania Suazi, było o wiele cenniejsze niż oddanie się jedynie w ręce przewodników książkowych.

   Pozdrawiam Cię, Gillian, szalona afrykańska kobieto…

 Jerzy Pawleta, Suazi

  

Sprawdzone noclegi:

Manzini – Swaziland Backpackers, www.swazilandbackpackers.com

Mbabane – Grifters, www.grifterslodge.com

 Informacja turystyczna: Swazi National Trust – www.sntc.org.sz

Royal Swazi Big Game Parks – www.biggameparks.org

 Suazi to królestwo, jedna  z trzech ostatnich monarchii, które ostały się w Afryce. Urzędującym królem jest Mswati III. Jest to również jeden z najmniejszych afrykańskich krajów. Leży pomiędzy RPA a Mozambikiem i zamieszkałe jest przez niewiele ponad milion mieszkańców. Ta dawna kolonia brytyjska niepodległość uzyskała w 1968 roku. Do dzisiaj językiem urzędowym, oprócz języka suazi, jest angielski.

Jednym z głównych problemów królestwa Suazi, jak i całej niemal Afryki, jest AIDS. Wirusem HIV zarażona jest niemal jedna trzecia jego mieszkańców. Gdy kilka lat temu król wprowadził nakaz seksualnej prohibicji dla wszystkich niezamężnych mieszkańców kraju w odpowiedzi w tym samym roku zorganizowano strajk generalny w proteście przeciwko zakupowi nowoczesnego odrzutowca na potrzeby władcy.
Jako monarcha absolutny król w 2005 roku odrzucił opozycyjny projekt nowej konstytucji, której postanowienia nakładały na władcę obowiązek podatkowy. W tym samym momencie Sąd Najwyższy uznał partie polityczne za nieistniejące w imieniu prawa. Rozwiązał je. Król szybko rozplątał problem niewygodnej opozycji.

 Sibebe Rock, 1488 metrów npm. Geologiczny cud – granitowa góra jest niezwykłą atrakcją turystyczną, na którą dopiero od niedawna departament turystyki i zapaleńcy jak Gillian starają się zwrócić uwagę świata. Jest to ogromna jednolita skała powstała zapewnie z zastygłej magmy wulkanicznej, której wystająca ponad ziemię kamienna kopuła jest największa na świecie. Mimo, że sławny australijski Ayers Rock w całości potężniejszy jest od Sibebe, to jednak jego wystająca ponad pustynię część jest mniejsza od afrykańskiego brata. Wiek Sibebe szacuje się na 3 biliony lat, czyli jest trzykrotnie starsza od Ayers Rock. Natomiast ten bije Sibebe na głowę ilością turystów. Rocznie odwiedza australijski cud natury 500 000 wycieczkowiczów, na Sibebe jest cisza i spokój.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.