Kreta. Start, czyli lecimy tylko z podręcznym.

Plaża w Kato Stalos wczesnym rankiem

Lecimy na Kretę, na ostatnie dni wakacji! Dlaczego akurat Kreta?

Założenia były proste:

  • Po pierwsze – tanio
  • Po drugie – ciepła woda i słońce dostępne na dowód osobisty
  • Po trzecie – przyjazne dla dziecka
  • Po czwarte – fajne miejsce, gdzie jeszcze nie byliśmy
  • Po piąte – tania baza blisko morza z basenem i aneksem kuchennym
  • Po szóste – tani przelot
  • Po siódme – dużo do zwiedzania i oglądania
  • Po ósme – OK, OK… starczy! może jeszcze tylko to, że w pierwszej kolejności miała być Grecja, bo jakoś tak chciało nam się do Grecji…

Jak udało się zrealizować założenia i co znaleźliśmy – opowiem w kilku odcinkach.

Part I. Start, czyli lecimy tylko z podręcznym.

Szukając ciekawej bazy zaczęliśmy od razu od destynacji w Grecji najdalszej, czyli wyspy Kreta. Jak szaleć to szaleć. Szybko znalazł się (zarekomendowany zresztą przez znajomych) hotelik Aniko w turystycznej mieścinie Kato Stalos koło Chani (Kreta zachodnio-północna). Za 330 Euro na 11 nocy (trzy osoby) otrzymaliśmy apartament z aneksem kuchennym, małym basenem, morzem w odległości ok. 50 metrów (po drugiej stronie ulicy) i nadzwyczaj sympatyczną gospodynią mówiącą po angielsku dwa słowa, ale serwującą z szerokim uśmiechem domowe ciasto, jakieś swoje wypieki z ciasta francuskiego faszerowane kozim serem, owoce czy napoje dla Małej.

Najtańszym przewoźnikiem końcem sierpnia okazał się Ryanair (z Wrocławia). 2.000 złotych za trzy osoby w obie strony. Czyli 333, 33 zeta na osobę w jedną stronę. Ani dużo, ani mało. Aby uniknąć dalszych kosztów ograniczamy się wyłącznie do bagażu podręcznego. Czyli po jednym małym plecaku na osobę (do 10 kg). Na Syberię nie lecimy, więc ciuchów nie bierzemy niemal wcale. Tyle ile na siebie i na jedną letnią zmianę. Plus stroje kąpielowe. Dla dziewczyn po jednej wyjściowej sukience ekstra -  wieczorem na pewno  pójdziemy „na miasto” :-)

W Rossmanie znaleźliśmy dostosowane do latania z wyłącznie podręcznym bagażem pojemniczki na dopuszczalną ilość płynów (100 ml), małe saszetki na drobiazgi kosmetyczne, mini pastę do zębów i inne „wymiarowe” niezbędniki. Unikniemy w ten sposób zakupu na Krecie dużych szamponów, płynów do prania czy pod prysznic.

Teraz tylko próba pakowania, na lotnisku sprawdzimy czy nasze plecaki mieszczą się w ”ryanair’owych ogranicznikach do bagażu podręcznego”, zakup ubezpieczenia i rezerwacja parkingu pod lotniskiem we Wrocławiu. A propos – parking za 12 dni kosztuje tam 70 zł, podczas gdy w Poznaniu zapłacimy ponad dwa razy tyle za parking długoterminowy przy Ławicy! Panów z Poland Car Parking zapraszamy do Poznania!

OK! Lecimy!

Po około trzech godzinach lądujemy na lokalnym, małym lotnisku w Chani. Na zewnątrz (wychodząc z lotniska w prawo do końca) czeka rejsowy autobus do miasta. Wygląda jak turystyczny, ale to ich PKS. Bilety (2,30 € od osoby) kupujemy u pani konduktor. Kilkanaście minut i przebijając się przez nocne korki (jest ok. 22 czasu lokalnego, 1 godzina „do przodu” w stosunku do Polski) docieramy do dworca autobusowego.

Koniec języka za przewodnika (sporo osób mówi po angielsku) i odnajdujemy autobus do Kato Stalos (ok. 5 km od Chani). Bilet można kupić w kasie dworca (1,50 €) lub u konduktora w autobusie (1,60 €). Pozostaje tylko kwestia by wysiąść na właściwym przystanku. Pytany kilkakrotnie przez nas o Kato Stalos, lekko poirytowany konduktor (ten akurat słabo znał angielski) wreszcie wykrzykuje w naszą stronę Katostalos!!!  W oświetlonych niezliczoną ilością reklam, witryn sklepowych, paneli z nazwami restauracji ciemnościach nocy (które ciemnościami zupełnie nie są) znajdujemy i nasz hotelik. Gospodyni już czeka na nas. I mówi o cenie 400 €. Jak się okazało inni Polacy rezerwowali przez booking.com i kwota ich pobytu (za ten sam okres) była wyższa od naszej, gdyż myśmy rezerwowali bezpośrednio przez Facebooka. Lądujemy w naszym pokoju z balkonem.

Witajcie na wakacjach!

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.