Meksyk. Oaxaca. Festiwal La Guelaguetza

W tych dniach w Meksyku w Oaxaca odbywa się wspaniały festiwal sztuki i muzyki La Guelaguetza. Inna nazwa to Los lunes del cerro (Poniedziałki na Wzgórzu). Odbywa się zawsze w dwa poniedziałki następujące po 16-tym lipca, czyli w tym roku 22-go i 29-tego. Uroczystości odbywają się w mieście ale i okolicznych wioskach. Zobaczyć można tradycyjne tańce, tancerzy odzianych w regionalne stroje, parady połączone z ulicznym muzykowaniem. Skosztować możemy wtedy tradycyjnych potraw rejonu Oaxaca czy kupić lokalne kolorowe wyroby tekstylne. Festiwal ma istotne znaczenie dla lokalnej społeczności, pomaga bowiem w zachowaniu ważnej dla nich autonomii i odrębności kulturowej. Nie jest więc jedynie pustą zabawą czy atrakcją turystyczną.  Polecam!

Przy okazji – poniżej kilka zdań z moich zapisków z podróży po Meksyku na temat miasta Oaxaca. No i oczywiście parę zdjęć.

Meksyk, dzień 8 Oaxaca

Z pięknej Puebli jedziemy do równie ciekawego miasta Oaxaca. Ale pokonać musimy malownicze góry Sierra Madre. Nasza „zebra” wspina się mozolnie pod górę. Wokół roztaczają się piękne widoki. Nagle zupełne zaskoczenie. Na niemal łysych, wysokich zboczach wyrasta las. Las kaktusów. Niezwykły widok! Miliony kaktusów rozsianych na ogromnej powierzchni potężnych gór. Gdy osiągamy przełęcz, kaktusy znikają. Pozostaje tylko surowy górski krajobraz.

Opadamy w dół. Przed samym miastem zatrzymujemy się, by cos przegryźć w barze pod gołym niebem. Tacos przyrządzane na naszych oczach smakują wyśmienicie. Sanepid takiego lokalu by nie przepuścił. Żołądki mamy zdrowe, na szczęście. Nie dopada nas choroba zwana tu „zemstą Montezumy”.

Ale też i nie Aztekowie, których królem był Montezuma, założyli miasto w górach – Monte Alban usytuowane tuż obok Oaxaca. Ten niesamowity, będący na liście UNESCO kompleks piramid, świątyń i obserwatorium astronomiczne postawili 500 lat przed naszą erą Zapotekowie. W tym celu przeprowadzili gigantyczną operację budowlaną, niwelując cały ogromny wierzchołek góry. Bez spychaczy i koparek. Samo miejsce – po prostu magiczne. Jak już ktoś powiedział – historia zaklęta w kamieniu. Ale historia nie do końca znana i zbadana. Osnuta, jak to w przypadku Mezoameryki bywa, gęstą mgłą tajemnicy. Nie wiadomo czemu, po ponad dwunastu wiekach świetności, Zapotekowie opuścili to miejsce.

Następny przystanek Oaxaca. Zaczynamy od wyjątkowego miejsca – Inglesia de Santo Domingo, kościoła budowanego przez ponad 200 lat. Jego elewacja i wnętrza są przepiękne. Ale najbardziej zaskakuje drzewo św. Dominika. Malowana płaskorzeźba, jeśli tak to można określić, umieszczona na stropie i witająca nas od momentu przekroczenia portalu.

Na ulicach miasta natrafiamy na indiański kondukt pogrzebowy. Ale atmosfera daleka jest od głębokiego smutku. Muzyka pobrzmiewa radosnymi nutami niczym z Gorana Bregovica. Katedra w centrum miasta robi imponujące wrażenie.

Ale nas ciągnie już do sklepiku i fabryczki czekolady. Cierpliwie słuchamy o technologii produkcji tego wytworu z ziarna kakaowego, by po chwili oddać się szaleństwu zakupu słodkości. Na pobliskim targu wpadamy w szaleństwo zapachów i dźwięków, pragnienie gasimy sokami z wyciskanych owoców. Pychota!

W Oaxaca zostajemy na kolejny dzień, ale o tym w kolejnej relacji.

Więcej o Meksyku znajdziecie na mojej stronie
http://jerzypawleta.pl/2010/04/zapiski-z-meksyku/
 Zapraszam :-)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.